|
|
poniedzia³ek, 28 lutego 2011
* [ w dziesiêæ minut pod s³oñce ? ]
tutaj, to niby jaka orkiestra gra ? patos egzystencji ? w którym kto¶ smyczkami przeci±ga po skrzypcach szarpie wiolonczel±, bêbni - jakby chcia³ cichn±æ gdzie¶ indziej.
dyrygent ? - dyrygent ¿arzy siê jak wêgielek. zrywa przy starych nutach, kiedy przez rój d¼wiêków, behemotowe drgania tocz± siê jak czarcie wymys³y.
dyrygencie - co jeste¶ sam w sobie rozga³êzieniem gonitw pod s³oñce, w których psy po¿ar³y tego co ucieka³ albo goni³, w ka¿dej roli ¶mieræ mo¿e ciê zaskoczyæ - wiesz? - to g³upie tak udawaæ, ¿e siê gra przez ca³e ¿ycie.
sobota, 19 lutego 2011
¶ci¶le tajne k³amstwo
bêdziemy cierpieli razem – bowiem bóg umi³owa³ ¶wiat tak , ¿e jeste¶my g³odni i w¶ciekli. zagryzam wargi. naturalnie - nie mamy nic do powiedzenia – teraz wojny toczy siê cicho. nie mam pomys³u na imiê dla dziecka wroga i zanim to imiê wymy¶lê – ju¿ prawdy nie bêdzie.
niedziela, 06 lutego 2011
o³tarzyk
niczym dziecko przygl±da³em siê, jak muska³a palcem wysch³± kreskê farby na ma³ej deseczce z Czêstochowy.
modli³a siê bez u¶miechu i rado¶ci.
czy by³oby lepiej, gdyby drewna rzuconego na fale - nie pozbawiaæ swobody ruchu?
znakomita impresja - ci±g³o¶æ, co z³orzeczy, a na koñcu linii - kark albo plac zabaw.
wtorek, 04 stycznia 2011
[logia ] - prawda jest bezdomna
bywa, ¿e szukasz jej w górze, gdzie noc nad miastem wype³nia siê saffronem, odbija w ¶cianach i z byle niczym, sp³ywa poni¿ej korzeni. dopiero tam jest granatowa.
dalej, trzeba i¶æ piechot±. powoli, nie trac±c nic z oczu. kopaæ, kopaæ tam i z powrotem. ukryta ze zmienn± zapisu, przychodzi od tych, co widzieli, podejrzewali. bywa w miejscach do których nikt czêsto nie zagl±da. tymczasem wydobywasz g³os - stojê i patrzê!
¿al tylu miejsc niezamieszkanych.
niedziela, 05 grudnia 2010
¶wiadomo¶æ taka a taka
moj± wymówk±, moj± obron±, moim bastionem jest to, ¿e nie znam prawdy, wobec tego, nie mogê nic wiêcej powiedzieæ. A. Zbierska
w drodze rzeka siê nie starzeje. po siódmej katarakcie jest jasne gdzie sedno stanowi spójno¶æ ze ¼ród³em prawdy takiej a takiej. smutne, ¿e jej nie ruszam, chocia¿ potrafiê boso st±paæ po ¶niegu. po piasku te¿. ró¿nica jest ¶lepa. chodzi tylko o ¶wiadomo¶æ: tak tak, tu by³em i jeszcze bêdê. w tym zdaniu mnie nie ma. kto¶ inny mówi, ¿e pogoda jest taka a taka, s³oñce pali. tylko woda wci±¿ rozpada i staje siê na nowo.
poniedzia³ek, 29 listopada 2010
sezon zasypiania (nie)odlotów
na specjalne ¿yczenie jak ptak podniosê g³owê.
dosta³bym za to okruch miêdzy tafl± bia³± a ciep³± - nie musia³bym widzieæ to samo co wszyscy, nie musia³bym robiæ tego co inni. u zbiegu szyb, jest szczelina, dom w dom i droga za ogrodzeniem. i kiedy zapieje nowiutki kogut, bêdê móg³ spaæ - zakrêt schowa mnie na zawsze.
niedziela, 21 listopada 2010
kolaps
[...]i jest tak, ¿e s³owo pada w jak±¶ przestrzeñ, zatacza coraz wiêksze krêgi a¿ w koñcu wraca z tak± nauk±: wa¿ s³owa! Aleksandra Zbierska
b³±d w znaczeniu mowy, wkrada siê i panoszy. wierzê, ¿e to on wyznacza mi granice ¶wiata.
wiele lat wcze¶niej, mia³ wielko¶æ ciemnej dziupli ze snów, w których zdarza³o siê p³akaæ.
p³acz mo¿na poj±æ. ale to nie jest sen. b³±d to instynkt, jêzyk wywieszony z wnêtrza rozkurczonej plamy.
w momencie, kiedy czarna dziura przetar³a mi oczy, zrozumia³em s³owo, a raczej ciê¿ar - dzia³a bez wzglêdu na wiarê w podkowy wisz±ce nad progiem.
czwartek, 18 listopada 2010
firewall
losujê numer, jak zapa³ki. wdech, centrum, wydech.
Carrisime , ja naprawdê wiem co zrobisz, zanim to zrobisz. jako pierwszy poruszacz, podsun±³e¶ mi dziwne ¼ród³o strachu i nigdy nie przyznasz, ¿e w nim wymy¶li³e¶ pochy³y pocz±tek.
w koñcu i tak str±ci siê ca³a g³ówka, chwiejna na ¿a³o¶æ - ale zanim
znieruchomiejê, wybiorê numer na szybkim dostêpie.blue line - 3,14 oddechu za po³±czenie.
widzisz Carrisime, nie tracê g³owy. sprawdzam tylko, czy jeste¶ jeszcze po tamtej stronie.
sobota, 13 listopada 2010
wszystko co bia³e przesta³o siê dziaæ
nie pytaj ju¿ wiêcej mnie o ni±. zapomnê jak zapomina siê chustek, ma³ych no¿yczek i ciemnych okularów, tych piêtnastu par z tureckim s³oñcem po samo drzewo.
chcia³bym siê znieczuliæ, zutylizowaæ misternie i po cichu wymazaæ
- dziêki ci gumko, ¿e potrafiê czytaæ ! miewam wtedy przejrzyste sny a¿ zbudzi mnie litera za liter± i da nadziejê, ¿e zostaniesz przymnie d³ugo.
przejrzysto¶æ - podskórnie stuka, a mia³a grzaæ. warstewkami rozdaje blefy. na czystej kartce, nie jeste¶ inna ni¿ inni - klasycznie.
sobota, 23 pa¼dziernika 2010
pi±ta rano, pó³piêtro na Jab³kowej
Martwi ciê, ¿e nie piszesz? Niepotrzebnie. To ho³d powietrza po prostu nie pozwala twym obrazom zostawiæ ciê w spokoju(...) Frank O'Hara
narastaj±ce s³oñce ¶ciga³o siê z sapaniem mleczarza. mijali siê na pó³piêtrze. ¶wiat³o, w±skie i zimne, któremu uda³o siê przez pasek w oknie poklepaæ starego, nawet na odleg³o¶æ wyczuwa³o, ¿e mu nie zale¿y kto pierwszy wniesie dzieñ w butelce. wiedzia³, ¿e wkurwia i budzi albo odwrotnie. odwrotnie, ale kolor by³ ten sam, ten sam ho³d powietrza, porz±dek obrazu i wibracje szumu. s³ysza³em kiedy nadchodzi³, kiedy nadawa³ d¼wiêki szk³u, a potem zostawia³ ciszê - gorzk± i nieogolon±. po drugiej stronie progu sta³ puchar za zdobycie pierwszego miejsca w ¶ciganiu siê o niepotrzebno¶æ. garb, odciski na d³oniach i dziennik ¶wiat³a, w którym niezapisane by³o kto zas³u¿y³ dzi¶ na mleczny dzieñ w (s)pokoju.
|